menu Menu
Dźgadło
O tragicznej sytuacji, do jakiej doprowadził mężczyzna z nieleczonym bezdechem nocnym.
Mirosław Miniszewski Post w kategorii We wsi obok 1 marca 2020 Jeden komentarz 3 minut lektury
Rosół dla ciężko chorych Poprzedni Nawiedzenie Następny

W gminie doszło do tragedii. Mieszka tam małżeństwo. Mąż chory na bezdech nocny – straszliwie chrapie. Żona nie dawała rady. Wykończona psychicznie i fizycznie. Cień dawnej siebie. Mąż nie dość, że chrapie, to jeszcze się obficie poci w czasie snu. Codziennie cała pościel do prania i cała pożółkła od potu. Pod prześcieradło żona kładzie folię, bo materac by już dawno zgnił.

W piątek w nocy była na krawędzi. Nie dała rady. Wzięła dźgadło specjalistyczne, żeby dźgać męża po plecach, kiedy zachrapie. Kobieta pracuje bowiem w trupiarni w powiecie i tam przywożą trupy zmarłe ze szpitali i z domów zabrane. Ponieważ lekarze teraz to abnegaci, czasami pomylą się i wypiszą zgon, a człowiek tylko śpi głęboko albo jest w letargu.

W tej trupiarni mają więc dźgadła specjalne, najwyższej klasy, z Rumunii sprowadzane, do dźgania tych trupów. Dźgają je, żeby sprawdzić ostatecznie czy to trup czy nie trup. Podobno co siódmy trup ożywa od dźgnięcia dźgadłem. Wtedy, po przesłuchaniu i wniesieniu opłaty za pobyt, puszczają go wolno.

A więc w piątek kobieta zaczęła dźgać chrapiącego męża, ale ten nie reagował. Zdesperowana w końcu dźgła go w odbyt, bo nie wytrzymała już po prostu. Mąż zerwał się na nogi z wyciem, posiniał i padł na zawał albo udar jakiś. Zabrali go do trupiarni w powiecie. Przyszła poranna zmiana i zobaczyli, że już jest podźgany, to znaczy ślady od dźgania dźgadłem miał, więc do trumny go wsadzili i do pieca posłali na spalenie jako trupa. Ale okazało się, że on jednak był żywy i ożyłby, gdyby dźgnięto go dźgadłem, ale nie dźgnięto go, bo był wcześniej podźgany i pomyłka zaszła potworna. W ostatniej chwili wyjęli go z pieca. Palacze pomogli my wyjść. Wkurwiony poszedł do domu i awanturę zrobił żonie. Ta na to się też wkurwiła i powiedziała, że odtąd śpi osobno w piwnicy, żeby nie było słychać chrapania i że sam sobie pierze pościel. Ten na to się wkurwił jeszcze bardziej i powiedział, że wniesie jutro o rozwód.

Kobieta ma oprócz tego nieprzyjemności w trupiarni, gdzie pracuje, bo dźgadło wyniosła z pracy nielegalnie i teraz wszyscy naokoło wiedzą, że trupy w trupiarni w powiecie są dźgane dźgadłami.

Na miejscu jest ksiądz i przekonuje ich, żeby się pogodzili i żeby nie było niesnasek. Kobieta odmawia, bo mówi, że o ile chrapanie to jeszcze można leczyć, to potliwości już nie. Posłali więc po Małą Chechłę, która na trucicielstwie a także miksturach ziołowych się zna straszliwych i będzie mężczyznę kąpać w naparze z kory dębowej, żeby się tak nie pocił. Żeby już, kurwa, zgoda nastała.


Poprzedni Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zrezygnuj Opublikuj komentarz

keyboard_arrow_up