menu Menu
Goście po 21:00
O tym, jak to po nowym roku w nocy rozległo się pukanie do drzwi mojego domu i okazało się, że mam nieciachanych gości. 
Mirosław Miniszewski Post w kategorii We wsi obok 2 stycznia 2020 0 komentarzy 4 minut lektury
Ukarana faszystka Poprzedni Połamał sobie obie ręce podczas masturbacji Następny

U nas tragedia. Przed chwilą do drzwi mojej chaty niedaleko wsi obok nerwowe pukanie. O tej godzinie zwykle już u nas nigdy drzwi nikt nie otwiera, ale po pukaniu słyszę, że mogło dojść do czegoś strasznego, więc otworzyłem pierwsze z trojga drzwi izolujących mnie od świata i trwożliwie pytam “kto tam co tam?”. Okazało się że to sąsiadka ze wsi obok ze synem. Ona już pod 70 lat, a chłopiec jakieś 52. Mówi że synek źle się poczuł i nie wiedzą co robić, że chyba ciśnienie ma wysokie. Ponieważ jestem wrażliwy na ludzką krzywdę, otworzyłem. Ale od razu zobaczyłem, że mam przed sobą ofiary przerażającego chlania trwającego ponad tydzień. Matka ledwo stała na nogach, ale jako twarda zawodniczka jeszcze się trzymała. Chłopiec natomiast był w stanie opłakanym. Cały spuchnięty i drgający, taki rozedrgany jakiś. Wpuściłem ich do środka i mówię że trzeba chłopcu zmierzyć ciśnienie.

Wziąłem aparat, posadziłem człowieka na krześle i kazałem mu rękę trzymać na stole nieruchomo, bo inaczej pomiar będzie błędny. Założyłem aparat i zmierzyłem. Wynik był przerażający 199 na 120. Powiedziałem, że trochę wysokie ma to ciśnienie, że to w sumie cud świąteczny, że on jeszcze żyje. Powiedziałem, że nie mam żadnych leków na zbicie takiego ciśnienia, że trzeba jechać do Sokółki na SOR. Baba w płacz, że nie ma samochodu, że nie zdążą już dojść do wsi z powrotem, że chłopak jej umrze po drodze. Położyłem więc w moim golfie folię na tylnym siedzeniu, żeby mi przypadkiem nie obrzygał tapicerki, bo widziałem że napompowany świątecznym i noworocznym jedzeniem jest tak, że mu już uszami wychodzi. Pojechaliśmy do Sokółki.

Po drodze, gdzieś w głębokim lesie, chłopiec zaczął potwornie wyć. Kazałem matce mierzyć cały czas mu ciśnienie. Miał niestety coraz wyższe. W pewnym momencie kazał zatrzymać auto bo, jak powiedział, nie wytrzymie tego telepania po krzywej drodze. Zatrzymałem auto i pozwoliłem mu wyjść. Widziałem jak normalnie z niego bucha para od tego ciśnienia. Musiał mieć już dobrze powyżej 210 na 160. Pamiętam jak moja babcia opowiadała, że przed wojną w Poznaniu sąsiadka Ludwiczaczka na Jeżycach miała takie ciśnienie i cała zczerniała, zwęgliła się całkiem. Bałem się, że chłopak też się zwęgli i będzie na mnie potem. Zobaczyłem, że matka pociąga wódkę z butelki, co ją wyjęła z prochowca. Powiedziała, że musi, bo się denerwuje. Wtedy chłopiec pobiegł na bagna i tam się chyba spalił, bo było słychać wybuch i takie złowróżebne skwierczenie przez dobry kwadrans. Matka, jak to zobaczyła, pobiegła do drzewa i chciała się powiesić na rajstopach, ale ją powstrzymałem. Na to wszystko, jak dobre anioły, pojawili się chłopacy ze Straży Granicznej w samochodzie. Przekazałem im matkę i powiedziałem, że wracam do domu i że pierdolę to wszystko, żeby rano poszli na bagnach szukać zwęglonego chłopca lat 52.

Wróciłem do domu i powiedziałem sobie że już, kurwa, nigdy nie otworzę nikomu drzwi po 21:00. Jak tylko się położyłem i chciałem wrócić do oglądania filmu Potwór z Bgien na Netflixie, znów straszliwe pukanie do drzwi. Zszedłem i ponownie pytam “kto tam co tam?”. Okazało się że to wrócił ten chłopiec lat 52, że się nie zwęglił, tylko petardy puszczał na tych bagnach, a ja, kurwa, myślałem, że on się spalił jak ta Ludwiczaczka w jebanym przedwojennym Poznaniu. Pytam go, po chuj tu znów przylazł po nocy dupę mi zawracać. Odpowiedział, że chciałby, żebym go podrzucił do województwa na Sylwester miejski. Powiedziałem, że Sylwester był wczoraj, a dzisiaj jest już prawie 2 stycznia 2020 roku. Chłopak bardzo smutny poszedł w ciemność.

Po 5 minutach kolejne pukanie. Spojrzałem przez okno, a to matka chłopaka z jakimś gachem z gminy stoją z tym takim ni to kołem ni słońcem z papieru na kiju i śpiewają kolędę prawosławną Christos nam narodziłsia. Przez zamknięte drzwi powiedziałem, że jeszcze tydzień do Bożego Narodzenia prawosławnego, a oni, że chuj mi w dupę w takim razie. Kiedy te święta się wreszcie, kurwa, skończą?


Poprzedni Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zrezygnuj Opublikuj komentarz

keyboard_arrow_up