menu Menu
Nawiedzenie
O tym jak duch prześladował małżeństwo schorowanych ludzi i w jak dziwnych okolicznościach miał miejsce finał owego nawiedzenia.
Mirosław Miniszewski Post w kategorii We wsi obok 24 lutego 2020 0 komentarzy 2 minut lektury
Dźgadło Poprzedni Wizytowe ubranko Następny

Wiadomo, że jak dom nawiedza duch, to spada temperatura i nawet w środku lata para z pyska lecąca, zwiastuje owo nawiedzenie. We wsi obok tydzień temu nawiedziło chatę młodego małżeństwa, sympatycznych ale bardzo schorowanych ludzi. Dziewczyna choruje na yamamoto a chłopak ma zmiękczenie skupione. Coś okropnego. Dają jakoś radę mimo wszystko.

W zeszły poniedziałek po śniadaniu ich dom nawiedził duch. Temperatura spadła tak, że chłopak nie nadanżał drewna do pieca nosić. Robili herbatę i ta, zanim cukier się rozpuścił, zamarzała. Duch prześladował ich okrutnie. Obawiano się o zapalenie płuc z powodu temperatury. Pani Wala nawet im farelkę pożyczyła, ale na niewiele się to zdało. Cała chata zamarznięta, woda a nawet pasta do zębów ścięte na lód. Duch wisiał w powietrzu i wył. W sumie w dupie wszyscy tego ducha mieli, tylko ten mróz był nie do wytrzymienia.

Dzisiaj posłano po Babę Chwałpę Bantu, która jest fest biegła w tych sprawach a i trucicielstwem się okrutnym para i kraft straszliwy po bagnach czyni. Baba przyszła i od razu rozpoznała sprawę. Nakazała posłać pod Płock umyślnego, żeby menstruujacą zakonnicę mariawitkę sprowadzić czym prędzej. Pod wieczór przywieźli zakonnicę schizmatycką, która miała ubraną białą czapę na łebie. Baba Chwałpa Bantu powiedziała jej co i jak i ta, zdjąwszy habit, srom wystawiwszy w stronę ducha, krwią menstruacyjną mu sikła prosto w czerep, że aż się zachwiał, zadrżał i znikł sycząc. W domu od razu zrobiło się ciepło, lód się roztopił i nastała radość. Dziewczyna nagotowała barszczu i narobiła klusek z masłem, a pani Wala z panem Genkiem przynieśli wielki gar kogla mogla. Zeszła się cała wieś. Wszyscy jedli ze smakiem, częstując zakonnicę i ciesząc się ciepłem z pieca. W końcu ktoś zapytał, dlaczego musiała to być akurat zakonnica heretyckiego kościoła mariawitów spod Płocka. Baba na to wzięła czereśnię z kompotu na stole i pestką strzeliła mu w twarz, że aż podskoczył. Śmiechom i żartom nie było końca.


Poprzedni Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zrezygnuj Opublikuj komentarz

keyboard_arrow_up