menu Menu
Różnia
O tych, co wychodzą z domów i wracają jacyś inni.
Mirosław Miniszewski Post w kategorii We wsi obok 5 czerwca 2020 0 komentarzy 3 minut lektury
Poprzedni Książka Opowieści ze wsi obok Następny

Są teraz takie wypadki, że nagle ktoś na wsi znika z domu, a potem wraca po jakimś czasie. Jednak domownicy zaczynają zauważać, że ta osoba jest jakaś dziwna, że to jakby ktoś inny, że niby taki sam jak zaginiony, ale nie ten sam. Ciężko jednak o dowody. Trudno zapytać – dlatego mieszkają z tymi podmienionymi całymi latami. Żony, dzieci, mężowie. Coś ich zabiera, a oddaje w zamian innych, jakby dziwnych, takich samych, ale jednak różnych.

Jedna kobieta mi opowiadała, że mieszka z podmienionym mężem. Że ten prawdziwy wyszedł z domu zeszłego roku latem, a potem jakby wrócił. Niby ten sam. Jednak kiedy mu się dobrze przyglądała, widziała, że jest różnica – nawet nie różnica (fr. différence) a Róźnia (fr. différance), powiedziała, bo kształcona jest starannie. Nawet znamiona w tym samym miejscu, niby blizny nawet stare te same, ale to nie ta sama osoba. Ma coś w oku, to znaczy w spojrzeniu, coś obcego, nieludzkiego wręcz, zło takie albo zew jakiś dziki. Nie wprost, ale przez mgnienie, nawet nie sekundę tak patrzy, żeby wiedziała, że to nie jej mąż.

Kiedyś znów mężczyzna jeden mi opowiadał, że dzieci poszły na jagody, a kiedy wróciły, czuł, że coś jest nie tak. Żona tego nie dostrzega i nie wierzy, do psychiatry go wysyła, ale on widzi, że to nie tylko nie jego dzieci, ale nawet ludzie to nie są. Mówi, że to człowiekony, kurwa, jakieś. Knują coś po nocach.

Znów jedna starowinka to siostrę miała i ta zmarła, ale tak, że nikt nie wiedział o tym, bo nagle, w mieście wielkim, ale tamtym podsyłającym się coś pojebało, bo na drugi dzień ta siostra wróciła – kurwa, z zakupów niby. Toć tę starowinkę to szlag na miejscu prawie trafił, ale cicho siedziała, kawę temu kurwiszczu zrobiła i jak gdyby normalnie wszystko, ale nic nie mówi. Boi się.

Ludzie się boją. Dużo tego po wsiach teraz jest. Są plotki, pomówienia, podejrzenia. Zła atmosfera od tego się robi po wsiach, po osadach leśnych. W miastach tego nie ma, albo nie widzą. Pewnie na wioskach ludzie bardziej wyczuleni są, nastrojeni, bardziej uważni może.

Źle też jest, jak całą rodzinę zabierze coś i wszyscy oni zwróceni potem są. Miałeś sąsiadów i masz niby nadal, ale chuj wie, kto to teraz tak naprawdę jest. Po psach widać, że nie chcą źreć od nich, bydło wyje i barabani okrutnie po oborach, bociany porzucają gniazda i uciekają z małymi w dziobach z takich gospodarstw w pizdu, koty najeżone chodzą. I musisz z takimi gadać tirli tirli, kurwa, że niby wszystko w porządku, a wiesz, że nie jest i wiesz, że oni też wiedzą, że ty wiesz, ale brnie się w to gówno, bo co zrobić?

A najgorzej to jest, a są takie przypadki, bo znam osobiście, że człowiek gdzieś wychodzi i wraca – patrzy potem w lustro i widzi, że coś nie tak jest, że oko ma jakieś inne jedno albo dwa i w końcu zaczyna rozumieć, że nie jest już sobą, że jego też podmieniło, że coś zabrało tamtego jego prawdziwego, dało obcego tego oto tu i wie już taki, że ma przejebane. Toż to zgroza jakaś jest!


Poprzedni Następny

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
keyboard_arrow_up