menu Menu
Syn księdza
Historia o synu księdza, któremu ojciec przetrącił plecy, a matka na nim pasożytowała.
Mirosław Miniszewski Post w kategorii We wsi obok 22 lutego 2020 0 komentarzy 4 minut lektury
Wizytowe ubranko Poprzedni Seryjny morderca Następny

We wsi obok doszło do wydarzeń, które trudno było oglądać, a co dopiero opisać. W chacie przy trzęsawiskach mieszkała kobieta z synem kaleką. Syn był garbaty. Wszystko zaczęło się ponad trzydzieści lat temu, kiedy kobieta pracowała jako gosposia u proboszcza ze sąsiedniej parafii. Tak u niego pracowała, że w końcu zaszła w ciążę i urodziła księdzu syna. Ten ją wygnał, a na pożegnanie dał jej trochę pieniędzy, kołdrę i dwie poduszki z pierzem. Kobieta wyniosła się i wychowywała syna jak umiała.

Kiedy chłopak dorósł, dowiedział się od życzliwych ludzi kto jest jego ojcem. Pojechał do księdza rowerkiem i przedstawił się. Ksiądz na to uderzył go w plecy pięścią tak mocno, że go przetrącił i chłopcu zrobił się od tego uderzenia straszliwy garb. Odtąd żył jako garbus. Dostał rentę z opieki i tyle tego było.

Matce było ciężko. Pracowała u rolników na polu przy najgorszej robocie. Jakiś rok temu znikła. Po prostu nikt już jej nie widywał. Jej syn został sam i milczał na temat losu matki. Wył straszliwie po nocach. Wycie to roznosiło się po okolicy i wtórowały mu psy. Kiedy pojawił się w końcu we wsi, ludzie aż jękli z litości. Garb mu tak straszliwie urósł, że chłopak nie mógł praktycznie chodzić – czołgał się. Lekarze badali i nic poradzić nie mogli. Był on tak garbaty, że od garbu napinała się mu skóra na głowie do tego stopnia, że nie dał rady domykać oczu i ust. Coś przerażającego! Nikt nie umiał mu pomóc.

W końcu, całkiem niedawno, do Baby Chwałpy Bantu przyjechał w gościnę Türgen Uul Baatarzhargal z Mongolii Wewnętrznej. Okrutnik straszny, rzeźnik i palownik, ale też i znachor biegły w sprawach beznadziejnych. Zobaczył garbatego kalekę i postanowił mu pomóc. Zabrali go do szałasu w lesie, okadzili dymami świętymi i Mongoł, położywszy chłopaka na stole, wielkim nożem rozciął mu garb, z którego chlusnął zielonkawy likwid. Kiedy wszystko wypłynęło, okazało się, że w garbie siedziała jego matka. Była wczepiona pazurami w żebra a zębami w kręgosłup. Odrywali ją ponad godzinę, a ta wiła się i syczała. W końcu ustąpiła i wyszła z garbu. Wszystkim we wsi zrobiło się od tego słabo. Kilka osób zemdlało, kilka zwymiotowało. Matkę ubrano i postawiono przed komisją, aby dowiedzieć się dlaczego została pasożytem swego syna kaleki. Nic nie mówiła, tylko patrzyła na ziemię i pluła.

W tym czasie syn błagał, aby pozwolono mu umrzeć. Proszono go, aby jednak żył jeszcze, ale on odmówił i umarł, bo nie mógł już znieść nieszczęść, które go spotkały. Wszyscy zapłakali. Matkę postanowiono za karę wysłać do klasztoru, ale prawosławnego. Jedne mateczki dobre zgodziły się ją przyjąć do monasteru i zatrudnić, aby grała im na bałałajce przy robocie, bo kobiecinka akurat to umiała. Syna zaś postanowiono pochować.

Pogrzeb miał, nie wiedzieć czemu, odprawić ten ksiądz co był ojcem garbusa. Taką decyzję podjęło dalekie wujostwo chłopaka. Wszyscy zeszli się do kostnicy i ksiądz zaczął śpiewać i modlić się. Wtedy trup się poruszył. Ludzie sądzili, że to złudzenie, albo gazy gnilne go ruszyły. Jednak truchło wyraźnie się poruszało. Ksiądz kazał kościelnemu podnieść zwłoki i kiedy ten to zrobił, trupowi spadły spodnie i z dupy wyszedł mu pies. Ja pierdolę! Czegoś takiego jeszcze nie było. Baba Chwałpa Bantu, która już niejedno widziała, aż zatoczyła się zemdlona i powiedziała, że: “niektórych to tak niebiosa przeklły, że nie zaznali spokoju ani za życia ani po śmierci”. Na te słowa ksiądz, ojciec nieboszczyka, wybałuszył ślepia, przewrócił się jak długi i skonał natychmiastowo na wylew.

Matka zaś garbatej kaleki przebywa w monasterze u mateczek, które przyjęły też owego psa, któremu codziennie dają różne smakołyki, aby chociaż ktoś był w tej całej sytuacji zadowolony.


Poprzedni Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Zrezygnuj Opublikuj komentarz

keyboard_arrow_up